Sojusznik Donalda Trumpa, Mike Lindell, znalazł się w kłopotliwej sytuacji na żywo po otrzymaniu wezwania do sądu.
Dyrektor generalny MyPillow pojawił się na Conservative Political Action Conference (CPAC), gdzie przeprowadził z nim wywiad Michael Casey z O'Keefe Media Group. Podczas wywiadu do Lindella podszedł doręczyciel sądowy, który próbował wręczyć mu dokumenty sądowe, donosi The Daily Beast.
Kobieta, która podeszła do Casey'a i Lindella, można usłyszeć mówiącą: „Cześć, przepraszam, że przerywam. Mam to dla pana. Został pan pozwany". Wyraźnie zdenerwowany Lindell odpowiedział: „Proszę. Jesteśmy w telewizji. Proszę, jesteśmy w telewizji, proszę. OK, jesteśmy w telewizji. Jesteśmy w telewizji. Proszę. OK, jesteśmy w telewizji".
Casey odpowiedział: „Co mu pani doręcza?". Lindell w końcu otrzymał papiery, a Casey później bronił go we wpisie na X. Napisał: „Obłąkany lewicowiec przerywa mój wywiad z Mike'em Lindellem, próbując 'doręczyć' mu dokumenty sądowe".
Sędzia Sądu Okręgowego USA Carl Nichols uznał dyrektora generalnego MyPillow, Mike'a Lindella, za winnego cywilnej obrazy sądu po tym, jak twierdził, że „nie jest w stanie zapłacić" sankcji firmie produkującej maszyny do głosowania Smartmatic za bezpodstawne roszczenia dotyczące wyborów prezydenckich w 2020 roku.
W lutym Smartmatic zwróciło się do Nicholsa o nałożenie sankcji na Lindella po tym, jak odmówił zapłaty 56 639 dolarów przez ponad rok, mimo że sędzia nakazał mu to zrobić.
„Jego wniosek stanowi najnowszą wersję taktyki zwłoki trwającej prawie pięć lat. To nie jest niezdolność do zapłaty. To przemyślana odmowa zapłaty. Tylko groźba obrazy sądu skłoni go do podporządkowania się" – powiedziało wówczas Smartmatic sędziemu.
Prawnicy Smartmatic argumentowali: „Tylko groźba obrazy sądu skłoni go do podporządkowania się". Nie jest od razu jasne, czy Lindell spotka się z dalszymi sankcjami.

