Piłkarze Republiki Zielonego Przylądka świętują po zdobyciu bramki wyrównującej. Uważani za słabszych reprezentanci Zachodniej Afryki doprowadzili do dogrywki w meczu z mistrzami świata, Argentyną, w klasyku Mundialu. (zdj. EPA Images)
PETALING JAYA: To byłby największy szok w historii sportu – nie tylko piłki nożnej. Niestety, agonizująco blisko, Republika Zielonego Przylądka nie zdołała strzelić trzeciej bramki wyrównującej, choć śmiertelnie wystraszyła Argentynę.
Nawet Lionel Messi wyglądał na wstrząśniętego, mimo że podniósł swój dorobek bramek w Mundialu do 20.
Mistrzowie świata awansowali dalej, ale zostali mocno wybici z rytmu przez słabszych teoretycznie rywali, którzy dwukrotnie odrabiali straty i doprowadzili do dogrywki w klasyku Pucharu Świata.
Wcześniej Egipt przechytrzył Australię, wygrywając rzuty karne i tym samym pierwszy raz w historii wygrywając mecz pucharowy, podczas gdy Kolumbia zdołała pokonać typowo twardą i waleczną Ghanę, kompletując obsadę 1/16 finału.
Oto wnioski po zakończeniu 1/16 finału.
Sidny Lopes Cabral świętujący na trybunach wśród kibiców Republiki Zielonego Przylądka po zdobyciu drugiej bramki wyrównującej dla swojego kraju. (zdj. AFP)
1. Republika Zielonego Przylądka przegrała, ale skradła show
Wygrana to wszystko? Już nie. Nie po występie Republiki Zielonego Przylądka.
Ostatecznie przegrali, ale zanim zszokowana Argentyna ledwo ich przeszła, na kilka minut przed rzutami karnymi, ten dziesięciowyspowy archipelag u zachodnich wybrzeży Afryki wytrącił piłkę nożną z osi. I robili to wciąż na nowo.
Najpierw pokonali mistrzów Europy, Hiszpanię. Potem Urugwaj. Następnie Arabię Saudyjską. Ale najbardziej sensacyjne było dwukrotne odrabianie strat w meczu z mistrzami świata. A nawet po objęciu prowadzenia, Argentyna ledwo dyszała, podczas gdy Republika Zielonego Przylądka naciskała na kolejną bramkę wyrównującą.
Ta bramka ostatecznie nie padła, ale za kilkadziesiąt lat, niezależnie od tego, co wydarzy się w pozostałych meczach, Mundial 2026 będzie pamiętany jako turniej Republiki Zielonego Przylądka.
Gdyby wygrali, byłoby to cuda nad cudami. Ale samo dojście tak daleko równa się z wielkimi historiami słabszych drużyn: Leicester City, Buster Douglas, Macclesfield Town, amatorska reprezentacja USA w hokeju, Dawid (przeciwko Goliatowi).
To drużyna złożona z graczy z drugiego, trzeciego i czwartego poziomu światowej piłki. Z populacją 525 tysięcy mieszkańców, są Kopciuszkami wszech czasów, a mimo to stanęli w szranki zarówno z mistrzami Europy, jak i mistrzami świata. Nigdy nie zostaną zapomniani.
Bramkarz Republiki Zielonego Przylądka, Vozinha, zasługuje na tytuł bramkarza turnieju po swoich wielu interwencjach przeciwko Hiszpanii, Urugwajowi, a teraz przeciwko Argentynie. (zdj. EPA Images)
2. Uderzenie Cabrala może być Bramką Mundialu, a Vozinha jego bramkarzem
Jeśli miałoby się wskazać jeden moment tego turnieju, to z pewnością byłoby to uderzenie Sidny'ego Lopesa Cabrala, który prawą nogą, z ostrego kąta, zakręcił piłkę w samo okienko, ustalając wynik na 2:2 w dogrywce.
Stadion Hard Rock eksplodował, a Cabral, lewy obrońca, który właśnie dołączył do tureckiego Trabzonsporu, skoczył w tłum, aby świętować z partnerką.
To mocny kandydat do Bramki Mundialu. Z obu stron padły inne piękne gole, ale ten przyćmił nawet otwierającą bramkę Messiego. "Mały Maestro" pokazał, że nadal ma rzepy na butach, gdy opanował podanie Lisandro Martineza i skierował je do siatki.
Środkowy obrońca Manchesteru United przewyższył ten moment własnym golem, pokonując dzielnego Vozinhę. "Mała Babcia", jak jest znany, był nikomu nieznany poza własnym domem, gdy zaczynał się turniej. Ale jego heroiczne występy, najpierw przeciwko Hiszpanii, a potem wiele innych, przyniosły mu 17 milionów obserwujących na Instagramie.
Przybędzie ich po kolejnym występie, gdy sprzeciwił się Messiemu, broniąc szybki rzut wolny. Pod koniec meczu pokazał nawet niezłą pracę nóg.
3. Rywale wyczują słabość wybitych z rytmu mistrzów
Argentyna nie była zachwycona faktem, że została zmuszona do dogrywki. Nie przy oczach całego świata, który wypatrywał słabości. Zwłaszcza nie w oczach Francji, Hiszpanii i Brazylii, ich najbardziej prawdopodobnych rywali o trofeum.
Znalezienie się na krawędzi największego upokorzenia w historii tej dyscypliny było aż nazbyt bliskie. Tak, ostatecznie przeszli dalej. Ale ulga była wyczuwalna, nawet u Messiego.
Mogło to być jedno z tych sytuacji, gdy wielkie drużyny wygrywają, grając słabo. Ale sposób, w jaki Republika Zielonego Przylądka na nich naciskała, jak pies goniący wyjątkowo apetyczną kość, była prawdziwym objawieniem. Argentyna miała spore trudności z utrzymaniem ich na dystans.
Większość mistrzowskiej drużyny z 2022 roku jest tutaj i ostatecznie wykonali swoje zadanie, ale ich rywale mogli czerpać więcej otuchy z ich trudów.
Lionel Messi znów strzelił gola, tak jak w każdym innym meczu tego Mundialu. (zdj. EPA Images)
4. Czy Messi wytrzyma tempo?
Wszystko zaczęło się tak dobrze: typowy gol wielkiego człowieka i perspektywa komfortowego zwycięstwa. I prawdopodobny wczesny odpoczynek po być może strzeleniu jeszcze kilku bramek, aby powiększyć przewagę w wyścigu o Złoty But.
Jednak Republika Zielonego Przylądka nie przeczytała tego scenariusza. Mistrzowie zostali przyciśnięci do muru przez drużynę sklasyfikowaną o 62 miejsca niżej w rankingu FIFA.
Messi pozostał na boisku do samego końca. Zaliczył asystę i był bliski ponownego trafienia, ale jego czoło coraz bardziej się marszczyło, gdy ci irytujący i utalentowani rywale odmawiali kapitulacji.
Trener Lionel Scaloni dokonał zmian, ale Argentyna nigdy nie zdołała narzucić swojej dominacji nad Republiką Zielonego Przylądka.
Messi, który tydzień temu skończył 39 lat, prawdopodobnie nie spodziewał się, że będzie grał tak dużo. Rozpoczął trzy z czterech meczów i wszedł na pół godziny w spotkaniu z Jordanią. Strzelał teraz w każdym meczu tego Mundialu.
Tyle o oszczędzaniu go w starannie zaplanowanych epizodach, jak wielu przewidywało. Teraz przed nim cztery kolejne mecze z klasowymi rywalami, jeśli ma zagrać w kolejnym finale.
Jego odporność jest niemal tak niezwykła jak jego umiejętności. Nawet gdy bierze oddech, pojawia się w odpowiednich momentach. Widząc, że Vozinha jest daleko od środka bramki przy rzucie wolnym, próbował go zaskoczyć, ale bramkarz szybko się przemieścił i złapał piłkę.
Być może on i jego drużyna mogą być wdzięczni, że ich kolejnym rywalem jest Egipt, który może nie sprawdzić ich tak mocno, jak ich zachodnioafrykańscy poprzednicy.
Gwiazdor Egiptu, Mo Salah, przygotowujący się do wykonania rzutu karnego w stylu Panenki, który oszukał australijskiego bramkarza. (zdj. EPA Images)
5. Egipski król przedłuża swoje panowanie
Supergwiazdy wiedzą, kiedy zabłysnąć. Nawet gdy czują swój wiek, z problematycznym mięśniem dwugłowym i będąc w cieniu rywali. Pozostawiony w tyle w wyścigu o Złoty But przez Lionela Messiego, Kyliana Mbappe i spółkę, Mo Salah nadal miał zadanie do wykonania dla swojego kraju przeciwko Australii.
Historia musiała zostać zapisana, ponieważ żaden z tych narodów nigdy nie wygrał meczu pucharowego Mundialu. Ale Faraonowie czekali dłużej i wykorzystali swoje doświadczenie. A to sam egipski król odegrał kluczową rolę.
Lecząc kontuzję, rozegrał spokojny mecz, ale to jego sprytne podanie piętą pozwoliło Karimowi Hafezowi dośrodkować, a Emanowi Ashourowi strzelić gola. A następnie w rzutach karnych pokazał swoje przywództwo idealnie wykonaną Panenką.
To zawsze ryzyko, ale jeśli się udaje, może być warte więcej niż gol, jak to było tutaj.
Salah wyjaśnił: "Jeśli ktoś miał to zrobić, to miałem to być ja. Jestem bardziej doświadczony od innych i chciałem dodać im pewności siebie. Zdecydowałem w ostatniej chwili. Musiałem to zrobić."
Egipt wykorzystał wszystkie pięć rzutów, podczas gdy Australijczycy spudłowali dwukrotnie. A Salah, który pod koniec meczu płakał, stanie teraz do pojedynku z obecnym królem piłki nożnej, Lionelem Messim, w 1/8 finału w środę.
Australijscy piłkarze po złamaniu serca spowodowanym kolejną przegraną w meczu pucharowym Mundialu, tym razem z Egiptem. (zdj. EPA Images)
6. Australijczycy powinni trzymać się krykieta!
Australia to wielki sportowy naród zwycięzców, zwłaszcza w krykiecie. Ale nie w piłce nożnej. A jeśli chodzi o Mundial, są narodem przegranych. Jak dotąd nie wygrali żadnego meczu pucharowego w tym turnieju.
W 2006 roku ich Złote Pokolenie przegrało w agonii z Włochami po skandalicznym karnym w końcówce. W 2022 roku pokonała ich Argentyna, a tym razem ulegli Egiptowi.
Bezwzględnie pechowi w 2006 roku, dzisiaj w Miami sami wpadli w własną pułapkę. Tam, gdzie w innych sportach słyną z pozytywnego nastawienia, tutaj byli negatywni – grając na rzuty karne na długo przed końcem.
Mieli nawet doświadczonego byłego bramkarza Brighton, Matta Ryana, tak zwanego eksperta od karnych, mimo że został zastąpiony jako podstawowy bramkarz we wszystkich meczach grupowych.
7 … i zostać na Plaży
Plan przyniósł odwrotny skutek... i to bardzo. Australia powinna była zostać przy swoim bramkarzu, Patricku Beachu, który był gwiazdą drużyny przez całe mecze grupowe. Tutaj 22-latek popisał się genialną interwencją po strzale Ramy'ego Rabii, utrzymując Australię w grze.
Gdyby awansowali, niektórzy myśleli, że mogą nawet zmienić nazwę Bondi Beach na jego cześć. Ale australijski trener Tony Popovic, idąc za przykładem Louisa van Gaala, zastąpił bramkarza Melbourne City 34-letnim Mattem Ryanem, który ma 105 występów, na rzuty karne. To w 2014 roku trener Holandii, Van Gaal, słynnie wprowadził Tima Krula, którego dwie interwencje zapewniły zwycięstwo 4:3 nad Kostaryką i awans do półfinału.
Ale Ryan, który gra w Levante w La Lidze, nie zdołał doskoczyć do żadnego z egipskich karnych. Może dlatego, że Egipt przechytrzył Popovicia. Detektyw w ich sztabie przygotował wideo z interwencjami Ryana – przeciwko takim graczom jak Vinicius Jr i Kylian Mbappe.
Oglądając to przed rozpoczęciem rzutów, zauważyli, że szybko rzuca się w rogi. Dlatego wszyscy zacinli się w rozbiegach, a rzucający się Ryan nie doskoczył do żadnego ze strzałów, w tym do "Panenki" Mo Salaha. Australijczycy powinni byli zostać na Plaży.
Kolumbijczyk Jhon Arias (z lewej) świętujący po strzeleniu jedynej bramki w meczu przeciwko Ghanie w ostatnim spotkaniu 1/16 finału. (zdj. EPA Images)
8. Klasa Kolumbii przełamuje ostrożność Queiroza
Wczesna bramka Kolumbii była dokładnie tym, czego chcieli neutralni kibice. Wiedząc, jak trener Ghany, Carlos Queiroz, ustawia swoje drużyny, liczono na to, że zmusi to Złote Gwiazdy do gry w ataku – i uczyni mecz bardziej widowiskowym.
Cóż, Jhon Arias wywiązał się z zadania w 14. minucie, ale po 70 minutach Ghana nadal nie oddała żadnego strzału na bramkę. Queiroz musiał myśleć, że Antoine Semenyo może narobić zamieszania w kolumbijskiej obronie, ale mimo najlepszych starań napastnika Manchesteru City, bramkarz Camilo Vargas nigdy nie musiał interweniować.
Nikt nie biegał ciężej dla Południowoamerykanów niż były gwiazdor Liverpoolu, Luis Diaz, który po raz drugi w turnieju trafił do siatki, ale gol został uznany za nieprawidłowy. Surowa prawda jest taka, że Ghana po prostu nie była wystarczająco dobra i pod wodzą byłego asystenta trenera Manchesteru United nie ma swobody w ataku, nawet gdy tego potrzebuje.


