Autor: Micael Every, Globalny Strateg w Rabobank
Wczoraj BOJ podniósł stopy procentowe do 1%, najwyższego poziomu od 1995 roku, a RBA utrzymał je na poziomie 4,35%, przy czym pojawiły się głosy, że kolejny ruch będzie w dół, a nie w górę, mimo że inflacja znacznie przekracza 2%. Dziś przyszła kolej na nowego Prezesa Fed Warsha, który podobnie jak inne banki centralne musi zmierzyć się z geopolitycznym tłem, które może, lecz nie musi, umożliwić jakiekolwiek łagodzenie polityki pieniężnej.
Tymczasem tekst 14-punktowego memorandum o porozumieniu (MoU) między USA a Iranem wyciekł przed jego szwajcarską ceremonią podpisania w piątek: ironicznie brzmi ono „Łagodzenie w naszych czasach." Pozwala Iranowi na natychmiastowe wznowienie sprzedaży ropy, w tym na uchylenie wszystkich sankcji bankowych i transportowych (choć ustawodawstwo USA może stanowić przeszkodę w związku z wyznaczeniem IRGC jako organizacji terrorystycznej). Obejmuje również prywatny fundusz inwestycyjny dla Iranu o wartości 300 mld USD, który – jak twierdzi Reuters – jest już w połowie zaangażowany.
Co to oznacza? To albo gigantyczny TACO, który rynki akceptują, ignorując pełne implikacje; albo odkładanie problemu na po wyborach śródkadencyjnych (a potem co?); albo bliskowschodnie danie maqluba – nie muqlaba („konfrontacja") – warstwy ryżu, warzyw i mięsa przygotowane w jedną stronę, a następnie odwrócone przy podaniu. Innymi słowy, normalizacja ze strony Iranu za kulisami i w warstwie retorycznej. Ostatecznie sprawdzianem tego dania jest smak, a wciąż jest wiele punktów, na których można się zakrztusić.
NBC informuje, że Iran nadal wystrzeliwuje drony w kierunku statków w Hormuz od czasu zawarcia MoU, a USA je zestrzeliwują. Marynarka Wojenna USA podkreśla, że Cieśnina nadal niesie „znaczące" ryzyko. Ubezpieczyciele pozostają zatem ostrożni, a jak zauważono wczoraj, ruch morski prawdopodobniej będzie odpływać niż napływać z powrotem w najbliższym czasie.
Iran domaga się wycofania Izraela z Libanu, czemu Izrael się sprzeciwia i właśnie ponownie uderzył w Hezbollah, a Iran grozi teraz odpowiedzią, jeśli Izrael będzie kontynuował. Trump zasugerował wczoraj, że Syrii – mającej historię traktowania Libanu jako swojego – powinna zająć się Hezbollahem (który libański rząd chce rozbroić, ale nie jest w stanie tego zrobić), a nie Izrael. Biorąc pod uwagę powiązania syryjskiego prezydenta Al-Sharaa z Al-Kaidą i Turcją, która historycznie traktowała Syrię jako część Imperium Osmańskiego, nie wydaje się to remedium, na jakie niektórzy mogliby liczyć.
Tekst MoU jest niejasny w kwestii uranu: „zostanie odpowiednio rozwiązana w finalnym porozumieniu." Ponownie – czy to maqluba (umowa, odwrócenie ryżu) czy muqlaba (brak umowy, odwrócenie pokoju)? Chiny ostrzegają, że kolejna faza rozmów USA–Iran będzie „trudniejsza", co jest bardzo wymowne.
USA rozważają również zacieśnienie więzi z Autonomią Palestyńską, dążąc do realizacji planu Rady Pokoju dla Gazy i rozszerzonej wersji Porozumień Abrahamowych, podczas gdy premier Izraela Netanyahu podobno rezygnuje z plakatów wyborczych przedstawiających go razem z Trumpem, gdyż jego przeciwnicy są równie jastrzębi jak on w kwestii Hezbollahu i Iranu, jeśli nie w kwestii palestyńskiej.
Krótko mówiąc, jest tu tyle warstw ryżu, warzyw i mięsa, że nie wiadomo, czy ktokolwiek jest w stanie odwrócić danie bez rozlania jedzenia: a to tylko Bliski Wschód, który jest obecnie punktem zwrotnym w ramach szerszych globalnych negocjacji.
Na szczycie G7 Trump obiecał wspierać Ukrainę i nałożyć sankcje na Rosję – jeśli Europa pomoże zabezpieczyć Hormuz. Najpierw trałowcami… a potem patrolami wojskowymi oferującymi państwom GCC warstwę ochrony (wraz z ukraińską technologią przeciwdronową), gdyby wojna z Iranem wznowiła się po wyborach śródkadencyjnych w USA? Bloomberg informuje, że Europejczycy niechętnie szybko angażują siły morskie. Podobnie Korea Południowa i Japonia – ale wszystkie te kraje prawdopodobnie mają do odegrania pewną rolę.
W zeszłym tygodniu Trump powołał się na Ustawę o Produkcji Obronnej z 1950 roku w kwestii amunicji, powołując się na to, że „istnieją warunki, które mogą stanowić bezpośrednie zagrożenie dla obronności narodowej lub jej programów gotowości", z powodu „ograniczonej zdolności produkcyjnej, kruchych łańcuchów dostaw, długoterminowych zależności i związanych z nimi wąskich gardeł produkcji". Po co mu to, skoro wszyscy są teraz przyjaciółmi?
W innych obszarach USA proponują sojusznikom system AI oparty na zasadzie „zaufanego partnera", rozszerzając technologię dotychczas dostępną wyłącznie dla USA – to znacząca zachęta. Parlament Europejski utorował drogę dla umowy handlowej UE–USA, a Bruksela przygotowuje się do wojny handlowej z Pekinem. Rzeczywiście, nawet gdy europejski dyskurs koncentruje się na USA, nie trudno dostrzec kontrastujące kontury współpracy USA–UE na Bliskim Wschodzie i przeciwko Chinom. Czy będzie to transatlantycka maqluba czy muqlaba?
USA nawiązują również kontakty z Kazachstanem, oferując budowę lokalnej infrastruktury telekomunikacyjnej. Azja Środkowa jawi się jako coraz bardziej sporne terytorium między Rosją, USA i Chinami. Czy Trump zdoła odbudować mosty z indyjskim premierem Modim na szczycie G7?
Tak wiele jest w ruchu, nie licząc ropy, która znów spadła poniżej 80 USD w porę przed wyborami śródkadencyjnymi. W tym kontekście owszem, „rynki miały rację" – ale myślenie, że to siły rynkowe utrzymywały rynkowe ceny ropy na niższym niż obawiano się poziomie, jest naiwne: to była agresywna ekonomiczna polityka państwowa. Jeśli przed nami więcej wojny na Bliskim Wschodzie, potrzebna będzie znacznie większa aktywność dyplomatyczno-gospodarcza.
W tym szerszym kontekście niepewności, fakt, że FBI właśnie aresztowało pięć osób za rzekomy spisek ataku dronem załadowanym materiałami wybuchowymi i bronią na uroczystości 80. urodzin Trumpa z galą UFC na trawniku Białego Domu, dobrze oddaje ducha czasu.
Podobnie doniesienie Wall Street Journal o tym, że „Kradzież złota za 40 mln USD grozi ujawnieniem ściśle tajnych programów szpiegowskich CIA"; Financial Times zwraca uwagę, że banki centralne repatriują złoto w miarę wzrostu globalnej niepewności, zamiast przechowywać kruszec za granicą; a Nikkei Asia informuje, że banki centralne oczekują dalszego wzrostu rezerw złota w miarę postępu dedolaryzacji, przy czym 84% respondentów powiązanej ankiety przewiduje wzrost takich zasobów w ciągu najbliższych pięciu lat.
Na tym tle FT zauważa również, że „Świat jest bardziej niebezpieczny. Dlaczego ryzyko jest tańsze?", podkreślając, że kapitał napływa do ubezpieczeń ze względu na wysokie zwroty i niską zmienność (na tle obecnej sytuacji!), co budzi obawy niektórych o błędną wycenę.
Tradycyjnie nie muszą się martwić, bo banki centralne są po to, by ratować sytuację. Ale w tej chwili ci rycerze w lśniących zbrojach mają wiele innych trosk: jak miecze i zbroje. Czy nadal pozwala im to po prostu „łagodzić w naszych czasach"?
