Opowiada mi o powrocie do Sudanu samochodem, gdy nad głowami latały drony. O 36-godzinnej podróży bez jedzenia i wody, ponieważ drogi były zbyt niebezpieczne.Opowiada mi o powrocie do Sudanu samochodem, gdy nad głowami latały drony. O 36-godzinnej podróży bez jedzenia i wody, ponieważ drogi były zbyt niebezpieczne.

Alaa Hamadto o budowaniu w obliczu niepewności i ponownej wierze w Sudan

2026/07/03 18:59
14 min. lektury
W przypadku uwag lub wątpliwości dotyczących niniejszej treści skontaktuj się z nami pod adresem crypto.news@mexc.com

Niektórzy ludzie mają niesamowitą zdolność do komplikowania własnego życia. Zaoferuj im bezpieczną drogę, a jakoś znajdą tę bardziej wyboistą. Daj im pewność, a zaczną się zastanawiać, co kryje się po drugiej stronie niepewności. Nie robią tego, ponieważ czerpią przyjemność z cierpienia, ale mają silne przekonanie, że trudne rzeczy są warte zrobienia.

Alaa Salih Hamadto, założycielka i prezes SolarFoods, sudańskiego startupu agritech, który konserwuje produkty rolne przy użyciu technologii suszenia zasilanego energią słoneczną, wydaje się być jedną z takich osób.

W zeszły czwartek spotkałyśmy się na Google Meet. Obecnie mieszka w Kairze, stolicy Egiptu, gdzie przebywa od czasu, gdy wojna domowa w Sudanie zmusiła ją do ucieczki wraz z córkami. 

Opowiada mi o powrocie do Sudanu, gdy nad głowami latały drony. O 36-godzinnej podróży bez jedzenia i wody, ponieważ drogi były zbyt niebezpieczne, by się zatrzymać. O dotarciu do swojej fabryki i odkryciu, że prawie wszystko, co nadawało się do kradzieży, zostało skradzione. Mówi o tym wszystkim z niezwykłym spokojem.

Alaa Hamadto otoczona gruzami swojej zniszczonej fabryki w Chartumie. Źródło zdjęcia: Alaa Hamadto

Przychodzi mi do głowy, że Hamadto spędziła większość swojego dorosłego życia, odchodząc od wygodnych rzeczy.

W 2014 roku porzuciła stomatologię – zawód, do którego wielu stara się dostać latami – aby zbudować biznes wokół suszarek do żywności zasilanych energią słoneczną. Zignorowała krewnych, którzy uważali, że zmarnowała swoje wykształcenie. Gdy wybuchła wojna, uciekła jak miliony innych Sudanek. Pięć miesięcy później wróciła – nie dlatego, że było bezpiecznie, ale dlatego, że nie mogła sobie wyobrazić, by prosić innych ludzi o odbudowę kraju, który sama porzuciła.

Przez następną godzinę rozmawiamy o odziedziczonym celu, budowaniu firmy w trakcie wojny domowej, o tym, dlaczego rolnicy stali się jej największymi nauczycielami i dlaczego nadal wierzy, że przyszłość Sudanu jest warta postawienia na szalę własnego życia.

Ten wywiad został zredagowany pod kątem długości i przejrzystości.

Powiedziałaś, że nazywają cię „Alaa Odważna”. Skąd wzięło się to miano?

Gdy w kwietniu 2023 roku wybuchła wojna w Sudanie, początkowo uciekłam z córkami do Kairu. Ale po pięciu miesiącach zdecydowałam, że przestanę uciekać i wrócę do Sudanu, mimo że wojna nadal trwała. Większość właścicieli firm, którzy wyjechali, czuła to samo; byli już w bezpiecznym miejscu i nie wróciliby z żadnego powodu. Ale ja zdecydowałam się wrócić i odbudować firmę. Było to dla nich szokujące.

Chyba byłam pierwszą osobą, która weszła do strefy przemysłowej w Chartumie Północnym po zaostrzeniu się konfliktu. Ten obszar stał się strefą intensywnych walk. Kiedy tam weszłam, zaczęłam nagrywać filmy i dokumentować to, co działo się ze wszystkimi fabrykami i firmami. Czułam obowiązek bycia świadkiem.

Byłam w grupie z kilkoma właścicielami fabryk i rzucali komentarze w stylu: „Czujesz się bardziej męska od nas?”. To było dziwne i bolesne, zwłaszcza gdy ryzykowałam wszystko. Podczas jednej z moich podróży drony latały nad moją głową, gdy uciekałam z jednego miasta do drugiego. Przez 36 godzin bez przerwy nie mogłam pójść do toalety ani napić się wody, ponieważ miasta, przez które przejeżdżałam, były ostrzeliwane.

Ludziom wydawało się dziwne, że odmówiłam wyjazdu. Pytali: „Czy to naprawdę tego warte? Dlaczego ryzykujesz życie dla pieniędzy?”. Ale nigdy nie chodziło o pieniądze. Nadal dokumentowałam swoją podróż, to, jak zniszczyli moją fabrykę i firmy innych ludzi. W końcu ludzie zaczęli mówić: „Inspirujesz nas – jesteś Alaa Odważną”. I to imię przylgnęło.

Alaa Hamadto ze swoim zespołem Solar Foods. Źródło zdjęcia: Alaa Hamadto

Powiedziałaś, że twoja fabryka została zniszczona. Co naprawdę się stało?

Tak, fabryka została zniszczona. Nie wiem, czy była bombardowana, ale dach i duża jej część uległy zniszczeniu. Skradli wszystkie maszyny, wszystko, co znaleźli w środku. Zabrali nawet wszystkie kable elektryczne i transformator. Teraz bardzo trudno jest znów mieć prąd. I nie chodzi tylko o moją fabrykę; większość fabryk w tej części Chartumu ucierpiała.

Aby odbudować, trzeba znaleźć inne źródło energii, albo diesel, albo energię słoneczną. Zdecydowałam się odbudować fabrykę w innej, względnie bezpiecznej części kraju. Jesteśmy teraz w Kassali, blisko granicy z Erytreą we wschodnim Sudanie. Zbudowaliśmy tam fabrykę na wynajętej działce.

Teraz, gdy ludzie wracają do kraju, ponieważ sytuacja wygląda nieco lepiej, nie jestem pewna, co robić dalej. Nadal nie wiemy, czy wrócimy do Chartumu, czy zostaniemy.

Wybrałam Kassalę z kilku powodów. Po pierwsze, jest względnie bezpieczna dla mojego personelu, a koszty życia nie są zbyt wysokie. Zrobiliśmy szybkie rozeznanie i zrozumieliśmy, że musimy być w miejscu, gdzie możemy łatwo dotrzeć do organizacji potrzebujących naszych suszarek. Prowadzimy szkolenia dla organizacji pozarządowych (NGO), które kupują nasze suszarki, i mamy ośrodki przetwórstwa rolno-spożywczego. Ponadto, jest blisko granicy, więc mogę łatwo wyjeżdżać, i jest dość blisko surowców, których używamy do naszych produktów.

Alaa Hamadto i członkowie jej zespołu. Źródło zdjęcia: Alaa Hamadto

Mówiąc o tym, gdzie to wszystko się zaczęło, widziałaś, jak twój ojciec budował coś podobnego w przeszłości. Jako mała dziewczynka, co myślałaś, że on robi?

Zaczynałam jako dentystka. Dokonałam tej zmiany zawodowej, aby zachować jego dziedzictwo; przynajmniej tak myślałam. Teraz to moja misja życiowa. Dorastając, nie do końca rozumiałam, co robi. Podziwiałam tylko to, że potrafi wykonać całą tę pracę, a ludzie podziwiali jego i jego studentów. Początkowo myśleliśmy, że możemy zamieszkać w Wielkiej Brytanii, mieć inne obywatelstwo i życie będzie łatwiejsze. Ale naprawdę podziwiam to, że wierzył we własny naród.

Mój ojciec był starszym naukowcem w Wielkiej Brytanii. Miał wszystko – prestiżową pracę, status, szacunek. Ale w latach 80. podjął decyzję, która zdefiniowała resztę jego życia. Powiedział: „Wyjeżdżasz, kształcisz się, poznajesz różne technologie, ale musisz wrócić do swojego kraju i pomagać własnym ludziom”. Żył według tej filozofii aż do dnia śmierci.

Kiedy wrócił do Sudanu, było bardzo trudno. Islamski reżim postanowił go frustrować, ponieważ odmówił dołączenia do nich. Aby przetrwać, został kowalem. Wykorzystał 10% swoich zarobków i część swoich narzędzi do wspierania badań w dziedzinie energii słonecznej. Wspierał techników, studentów i magistrantów. Mawiał: „To wasza praca. Musicie szerzyć swoją wiedzę, by edukować ludzi. Musicie pomóc im wyjechać, by zdobyli doświadczenie. A potem muszą wrócić, by pomagać innym”.

Po 30 latach takiej pracy był przygnębiony, ponieważ większość jego studentów wybrała łatwiejsze rozwiązanie – nie wrócili z powodu rządu. W tamtym czasie byłam tylko dentystką. Ale on miał te suszarki – technologię słoneczną, którą rozwijał przez dekady. Pomyślałam, dlaczego nie zaadaptować tej technologii i nie wejść do przemysłu spożywczego? Mój ojciec nie budował dla przemysłu spożywczego; zajmował się termiczną i elektryczną stroną energii słonecznej. To było moje przedsięwzięcie. Chciałam udowodnić, że te suszarki mogą działać na skalę komercyjną.

Był naprawdę rozczarowany, że mimo jego pomocy, czuł, jakby nic nie osiągnął. Dlatego wróciłam z Egiptu. Poczułam konieczność powrotu i pomocy moim ludziom. Odziedziczyłam to po nim – nauczyłam się, jak wierzyć w ludzi, jak używać lokalnej mądrości do poprawy kraju przy użyciu technologii.

Pamiętam, gdy umierał, byłam przy nim. Powiedziałam mu: „Tato, zrobiłeś w tym życiu wspaniałe rzeczy. Dobrze zaopiekowałeś się swoimi rodzicami, dobrze zaopiekowałeś się nami i dobrze zaopiekowałeś się swoim krajem”. A on powiedział: „Zrobiłem dobrze dla mojego kraju?”. Nawet nie mógł w to uwierzyć. Powiedziałam, że tak. Ten człowiek umierał, a potwierdzenie, że wywarł wpływ na swój kraj, było dla niego najważniejsze.

Alaa Hamadto w swojej fabryce w Chartumie. Źródło zdjęcia: Alaa Hamadto

Dorastając w Sudanie, czy chciałaś zostać dentystką, czy jakoś tak się składało, że nią zostałaś?

Chciałam być inżynierem genetykiem, ale w Sudanie albo chcesz być lekarzem, albo inżynierem. Chyba zostałam dentystką dla samego tytułu. Ale dorastając, kochałam biznes – był we mnie zakorzeniony. Jednocześnie kocham pomagać ludziom. W tamtym czasie nie wiedziałam, że mogę założyć przedsiębiorstwo społeczne – robić to dla zysku, jednocześnie wywierając wpływ na ludzi. W okresie nastoletnim miałam wielkie marzenie o kierowaniu imperium i budowaniu czegoś wielkiego, co przyniesie pieniądze i wpłynie na ludzi. Bycie przedsiębiorcą społecznym zaspokaja obie strony mojej osobowości.

Kiedy więc zdecydowałaś, że masz dość białego fartucha?

To była jedna z tych trudnych decyzji, ponieważ nie chciałam mieć jednej nogi w stomatologii, a drugiej w biznesie. Kiedy rezygnowałam, planowałam zająć się chirurgią szczękowo-twarzową. Byłam już wtedy dentystką od pięciu lat, więc łącznie dziesięć lat studiów i praktyki. Ale zamiast iść na specjalizację, dołączyłam do ojca w biznesie na trzy lata (2014-2017), zajmując się badaniami i rozwojem (R&D).

Kiedy dołączyłam, wcale nie chciał mnie tam. Powiedział mi: „Pani, nie będę cię karmił na łyżeczkę”. Mawiał: „Masz zawód. Po prostu idź i bądź dentystką. Nie rób tego”. Ale nalegałam.

Mój ojciec nie był w przemyśle spożywczym, więc musiałam rozpocząć badania i rozwój nad tym, jak używać tych urządzeń do warzyw i owoców – które temperatury działają najlepiej, które czasy suszenia są optymalne. Finansowałam to z własnych pieniędzy. Musiałam sprzedawać moje złoto, gdy to robiłam. Zdecydowałam – koniec z byciem dentystką.

Moja babcia i inni mówili: „Jesteś lekarką – czy będziesz teraz sprzedawać warzywa?”. To było pewnego rodzaju wstyd. Powiedziałam, że tak, i po pięciu latach sprzedawałam je na Amazonie. Patrzyli na mnie jak na wariatkę.

Wielu założycieli zaczyna z czystą kartą. Ty zaczęłaś z dziedzictwem. Jak kontynuujesz dzieło życia swojego ojca, jednocześnie dając sobie swobodę jego redefinicji?

Dziedzina mojego ojca różni się od tego, czym zajmuję się teraz. Zredefiniowałam ją i przeniosłam do przemysłu spożywczego. Kocham innowacje i to, co może zaoferować lokalna mądrość – jak odtwarzamy coś, co robiły nasze babcie, ale w nowoczesny sposób. Zajęliśmy się opakowaniami, dostępem do nowych rynków i rozszerzeniem naszej linii produktowej. Stworzyliśmy gotowe mieszanki.

Dla mnie była to ekscytacja rozpoczęciem projektu, opracowaniem receptury, umieszczeniem jej na półce, podczas gdy pomagam tysiącom rolników dzięki innowacjom zasilanym energią słoneczną. Obecnie powielamy nasz model dla innych spółdzielni kobiecych.

Ten przemysł jest bardzo zaniedbany. Od czterdziestu do sześćdziesięciu procent naszych plonów gnije co sezon zbiorów, ponieważ nie ma technologii, która pomogłaby rolnikom je konserwować. Wierzę, że za dziesięć do piętnastu lat Sudan stanie się centrum produktów spożywczych suszonych w Afryce.

Większość ludzi ucieka przed konfliktem. Ty zdecydowałaś się budować w jego trakcie. Dlaczego?

Potrafię dobrze funkcjonować w niebezpieczeństwie. Myślę, że mam talent do funkcjonowania w czasie kryzysu. Podczas COVID pomagaliśmy naszym kolegom z sektora medycznego. Udało mi się zebrać fundusze i w ramach naszej organizacji charytatywnej utworzyliśmy drugi co do wielkości ośrodek izolacji w kraju. W czasie kryzysu ludzie czują się zagubieni, sparaliżowani strachem. Ale ja potrafiłam organizować ludzi i dzielić zadania. Nie wiem dlaczego, ale podczas kryzysu czuję się tak żywa. Może dlatego, że potrafię pomagać ludziom i dostarczać rozwiązania.

Czy pamiętasz czas, kiedy naprawdę nie wiedziałaś, czy firma przetrwa?

Poza momentem, gdy fabryka została zniszczona, myślę, że każdego dnia nie wiem, czy biznes przetrwa. Nasza waluta ciągle traci na wartości. Prowadzenie biznesu w Sudanie to szaleństwo ze względu na koszty operacyjne, inflację i podwójne opodatkowanie.

Więc każdego dnia jestem zestresowana, martwiąc się z miesiąca na miesiąc, skąd pozyskać kolejną wypłatę dla mojego personelu. Sytuacja czyni cię oportunistą – „Dobra, ta organizacja chce naszych suszarek – sprzedamy im”. Nie skupiam się na strategii, ponieważ jesteśmy w trybie przetrwania.

Biorąc pod uwagę wszystko, czy myślałaś o rezygnacji?

Nie jestem kimś, kto się poddaje. Nie porzucę moich ludzi ani mojego kraju. Spędzę całe życie na tym, co robię. Może to niemądre, ale to moja misja.

Portret Alaa Hamadto. Źródło zdjęcia: Alaa Hamadto

Jak trudno jest być założycielką firmy w Sudanie?

W Sudanie nie tylko nie idziesz do przodu, ale cofasz się. Dlatego jestem pomiędzy Sudanem a Egiptem, ponieważ nie chcę tracić z oczu rozwoju technologii z innych części świata.

A bycie kobietą założycielką jest najgorsze. Kiedy próbowałam wynająć działkę pod fabrykę, właściciel nie chciał mi jej wynająć, bo jestem kobietą. Jeden z moich męskich członków zespołu musiał podpisać umowę. Niektórzy wierzą, że jako kobieta nie zasługujesz na robienie pewnych rzeczy. Będą cię lekceważyć i niedoceniać branży, w której działasz.

Normy społeczne – to, że jesteś kobietą kierującą mężczyznami, zwłaszcza teraz, gdy jesteśmy poza stolicą – to bardzo trudne. Nawet w sektorze bankowym nie traktują cię poważnie. Mówią, że powinien istnieć limit, jeśli chcesz wziąć kredyty. To frustrujące.

Wszystkie te zmagania – co cię napędza?

Wierzę, że Sudan pewnego dnia stanie się lepszym miejscem i że ta zmiana musi zacząć się ode mnie. Nikt tego za nas nie zrobi – ani NGO, ani rząd – tylko my.

Mogę być zbyt stara, by cieszyć się korzyściami z tego, co robię, ale dla moich córek i ich dzieci – dla następnego pokolenia – muszę kontynuować. Kiedy kładę się spać i patrzę na wszystko, co robię, daje mi to satysfakcję.

Kiedy nie robię tego wszystkiego, staram się spędzać jakościowy czas z moimi córkami. Robiąc przygodowe rzeczy. Kocham zastrzyk adrenaliny. Uwielbiam też poznawać nowych ludzi i uczyć się o różnych kulturach.

Jak twoja rodzina reaguje na to, że wracasz do Sudanu?

Moje córki i mama na początku były naprawdę zmartwione. Mama uważa mnie za osobę lekkomyślną. Ale teraz się przyzwyczaiły.

Moim córkom mówię – jesteśmy w tym razem. Mówię im, że jadę tam nie po to, by udowodnić swoją wartość, ale dla ludzi. Opowiadam im historie o kobietach rolniczkach i o tym, jak są odważniejsze ode mnie. Mówię im, że jesteśmy w jednej drużynie i pewnego dnia będziemy mieć lepszy Sudan.

Czego ta podróż zażądała od ciebie osobiście?

Mój czas z dala od córek – zawsze jest to poczucie winy matki i czuję to w ciele. Pochłonęło to dużo mojego czasu i energii.

Czasami się boję, myśląc: „Co jeśli ostatecznie nic nie zmienię?”. Ale ciągle powtarzam sobie – nie ma żalów. Żałuje się rzeczy, których się nie zrobiło, a nie tych, które się próbowało zrobić.

Czego nauczyli cię rolnicy, czego nigdy nie mogły nauczyć cię szkoły biznesowe?

Czasami czujesz się taka mądra, a potem okazuje się, że oni są jeszcze mądrzejsi. W każdym ich działaniu jest lokalna mądrość – jest w tym nauka i wiedza. I jak mają tę odporność – nic nie złamie ich ducha. Jeżdżę do Sudanu tylko na kilka miesięcy, ale oni są tam zawsze, walczą bez narzekania. Ponadto, zawsze są zadowoleni z tego, co mają. To niesamowite.

Porzuściłaś stabilny zawód, by budować coś niepewnego. Patrząc wstecz, czy było warto?

Zdecydowanie. Bez żalu. To była najlepsza decyzja w życiu.

Mogę sobie wyobrazić ten scenariusz: gdybym nie poszła w tym kierunku, nadal byłabym dentystką, żyjąc tym uprzywilejowanym życiem. Czuję, że tutaj wywieram większy wpływ. Kocham to, co robię, mimo że to trudne. Czuję, że mam bogate życie. Doświadczyłam życia. Poznałam ludzi i widziałam wiele rzeczy. Uczę się każdego dnia – od rolników, dzieci, starszych. Mam bogate życie, które nie koncentruje się na rzeczach materialnych.

Alaa Hamadto i członkowie jej zespołu. Źródło zdjęcia: Alaa Hamadto

Czego nauczyło cię budowanie i życie w czasie wojny?

Nadzieja – to ona zawsze utrzyma cię przy życiu. Nadzieja na lepsze jutro.

Zanim z córkami uciekłyśmy do Kairu, miał miejsce wybuch bomby i nie wiedziałyśmy, co robić. Lotnisko było zniszczone. Panował chaos. Ale usłyszałam tę piosenkę śpiewaną przez afrykańskiego chłopca: „Dziękuję za słońce, dziękuję za deszcz”. Ożyłam, dziękując Bogu, że podczas wojny moja córka i ja dożyłyśmy kolejnego dnia. W Kairze mogłam widzieć rzeczy w kolorach – zielone drzewa, spokojne powietrze. Byłam wdzięczna.

Wszyscy robiliśmy to, co mówi książka: idź do szkoły, zdobądź dobrą karierę, oszczędzaj pieniądze, inwestuj. Ale w jedną minutę straciliśmy wszystko. Ludzie stracili bliskich, pieniądze, fabryki i całe rodziny. Jaki sens ma planowanie, jeśli nie żyjesz chwilą? Ciesząc się śmiechem dzieci. Tego nauczyła mnie wojna – po prostu bądź tu i teraz i podtrzymuj nadzieję.

Gdzie widzisz Solar-Foods w ciągu najbliższych kilku lat?

W ciągu najbliższych kilku lat wierzę, że będziemy włącznikiem ekosystemu – ponieważ powieliliśmy ten model biznesowy w innych krajach. Będę mieć różne linie produkcyjne, a moje produkty będą sprzedawane na półkach w większej liczbie krajów. Mam nadzieję, że staniemy się potentatem w przemyśle spożywczym.

Jeśli chodzi o Sudan, myślę, że ta wojna jest błogosławieństwem w przebraniu. Przez trzydzieści lat Sudan był odizolowany z powodu reżimu. Nie wiedzieliśmy, jak rozwijają się inne kraje. Teraz wielu ludzi wyjechało do Kairu, Rwandy, Ugandy i innych krajów afrykańskich. Widzą rozwój i próbują nowych rzeczy. Są bardziej otwarci. Mam nadzieję, że wyciągną wnioski z tego, jak inni ludzie budują swoje kraje i zastosują je w Sudanie. To następne pokolenie ma lepszy internet i widzi, jak Rwandyjczycy budują Rwandę. Mam nadzieję, że to wezmą i wykorzystają do odbudowy Sudanu.

Prawdziwa skala wymaga wyjścia poza powierzchowne integracje na rzecz solidnego wykonania. Odfiltrowaliśmy szum z Moonshot 2026, optymalizując konferencję wyłącznie pod kątem wysokiej jakości kontaktów między założycielami startupów, globalnymi operatorami finansowymi, liderami przedsiębiorstw i osobami przeprogramowującymi afrykańskie ramy technologiczne.

Zdobądź 20% zniżki na bilety Early Bird przez ograniczony czas

Okazja rynkowa
Logo ME
Cena ME(ME)
$0.06565
$0.06565$0.06565
+0.38%
USD
ME (ME) Wykres Ceny na Żywo

World Cup Combo: Aim for 200x

World Cup Combo: Aim for 200xWorld Cup Combo: Aim for 200x

Combine up to 20 World Cup matches in one order

Zastrzeżenie: Artykuły udostępnione na tej stronie pochodzą z platform publicznych i służą wyłącznie celom informacyjnym. Niekoniecznie odzwierciedlają poglądy MEXC. Wszystkie prawa pozostają przy pierwotnych autorach. Jeśli uważasz, że jakakolwiek treść narusza prawa stron trzecich, skontaktuj się z crypto.news@mexc.com w celu jej usunięcia. MEXC nie gwarantuje dokładności, kompletności ani aktualności treści i nie ponosi odpowiedzialności za jakiekolwiek działania podjęte na podstawie dostarczonych informacji. Treść nie stanowi porady finansowej, prawnej ani innej profesjonalnej porady, ani nie powinna być traktowana jako rekomendacja lub poparcie ze strony MEXC.