Nuri Katz miał 24 lata i był studentem, gdy w 1990 roku przeprowadził się do Moskwy ze swojego rodzinnego miasta. Choć nie planował długiego pobytu, ostatecznie mieszkał tam przez dwie dekady — wystarczająco długo, by obserwować rozpad Związku Radzieckiego.
„Spojrzałbym na ciebie jak na wariata, gdybyś mi powiedział, że to się stanie" — powiedział założyciel Apex Capital Partners w rozmowie z Fortune, dzwoniąc z konferencji ds. zgodności finansowej gdzieś w trakcie swojego nieustannego podróżowania. „Patrzyłem, jak Związek Radziecki się rozpada, a rozpadł się, bo Ronald Reagan prześcignął ich wydatkami i wpadli w tak ogromny dług, że dosłownie wydali swój kraj na śmierć."
Weteran tego, co sam nazywa sektorem „imigracji inwestorskiej" — pomagania zamożnym osobom w przeniesieniu miejsca zamieszkania z jednego kraju do drugiego — stwierdził, że dostrzega dziś złowrogie sygnały. „Przeżyłem hiperinflację" — powiedział Katz. „Nie sądzę, żeby ludzie rozumieli, jak niebezpieczna jest sytuacja, gdy pokrywa zostaje zdjęta i muszą zacząć drukować pieniądze."
Trzydzieści cztery lata później Apex Capital Partners Katza jest jedną z wiodących na świecie firm doradczych w zakresie obywatelstwa przez inwestycje, pomagając zamożnym klientom z Chin, Bliskiego Wschodu, Afryki, a coraz częściej także ze Stanów Zjednoczonych, uzyskać drugie paszporty i zdywersyfikować aktywa za granicą. Przez całe dorosłe życie obserwował z bliska chwianie się imperiów. A gdy patrzy teraz na Amerykę, widzi coś, czego nigdy wcześniej nie widział w swojej branży — która, jak twierdzi, nie istniałaby bez wielkich zmian, które wstrząsnęły najbogatszymi mieszkańcami Hongkongu w latach 80., gdy przekazanie brytyjskiej kolonii Chinom stało się rzeczywistością.
„Chiny były największym rynkiem dla imigrantów inwestorskich od początku istnienia tej branży" — powiedział, ale czy Ameryka wyłania się jako nowe Chiny lat 2020.? „Tak" — odpowiedział bez wahania. „Tak jest. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem."
Katz nie działa wyłącznie na podstawie intuicji. W czerwcu Apex opublikował własne badanie przeprowadzone wśród 1733 Amerykanów z dochodami gospodarstwa domowego powyżej 200 000 dolarów — a wyniki zaskoczyły nawet jego samego. Sześćdziesiąt jeden procent stwierdziło, że rozważyłoby opuszczenie Stanów Zjednoczonych w ciągu pięciu lat. Prawie 63% przyznało, że rozważało dywersyfikację aktywów poza krajem. Troje na czworo wyraziło obawy co do przyszłości USA w kontekście wojny z Iranem.
„Nie chcę mówić, że byłem w szoku" — mówi o ujrzeniu tych wyników. „Ale byłem zaskoczony. To błogosławieństwo dla mojej firmy — ale problem dla USA."
Najbardziej zaskoczyła go nie skala nastrojów, lecz ich przyczyna. Koszty życia i podatki znalazły się wyżej niż klimat polityczny jako główny czynnik — wskazało je 68% osób otwartych na emigrację, w porównaniu z 54%, które wymieniły politykę. Dla firmy, której klientami historycznie kierowały obawy polityczne, sygnał ekonomiczny był czymś nowym.
„Szczerze mówiąc, większość naszych klientów [kiedyś] była związana z polityką" — powiedział. „Ale teraz widzimy klientów z obu stron sceny politycznej. Ludzie po lewej stronie boją się Trumpa i tego, co oznacza dla kraju, oraz czy Trump będzie na przykład kandydował na trzecią kadencję. Ludzie po prawej stronie, zwolennicy Trumpa, obawiają się reakcji na Trumpa w postaci radykalnego zwrotu w lewo i dojścia do władzy socjalisty — a widzimy teraz popularność socjalistycznych polityków, więc obie strony są niesamowicie zdenerwowane."
Pod warstwą polityki Katz słyszy w rozmowach z klientami coś głębszego: strukturalne rozliczenie z dolarem amerykańskim i narastającym długiem publicznym, które — jak uważa — dopiero zaczyna przebijać się do głównego nurtu dyskursu.
„Większość przedsiębiorców i zamożnych osób jest bardzo mocno skoncentrowana na aktywach denominowanych w dolarach amerykańskich" — mówi. „Ich konta 401(k), nieruchomości, portfele akcji. Bardzo niewielu trzyma aktywa w euro lub frankach szwajcarskich. Zdecydowana większość Amerykanów jest mocno zainwestowana w aktywa amerykańskie i zaczyna rozumieć, że potrzebuje dywersyfikacji." Dodał, że dochodzą do przekonania, że „dolar amerykański nie będzie walutą rezerwową na zawsze i może to się skończyć wcześniej niż później."
Wskazał na inny problem, który „ludzie widzą bardzo wyraźnie: jest coś takiego jak dług publiczny." Stwierdził, że postrzega dług publiczny wynoszący 39 bilionów dolarów (i rosnący) jako element wymuszający działanie — i zaproponował dwa skrajne scenariusze jego rozwiązania. „Są tylko dwa sposoby na wyjście z tego długu" — przewidywał, przy czym jednym z nich jest „drukowanie większej ilości pieniędzy i tworzenie wyższej inflacji." Byłaby to inflacja, jakiej Ameryka nigdy nie widziała, „która sprawi, że inflacja po COVID będzie wyglądać jak przedszkole." Drugi wariant to ogłoszenie przez Amerykę niewypłacalności, z oczywistym problemem: „to kończy świat finansów." Katz drwił z obietnicy wzrostu produktywności dzięki AI jako środka na wydźwignięcie gospodarki z problemu zadłużenia. „I Święty Mikołaj przyjedzie w przyszłym tygodniu" — zażartował.
Przyznał, że to ponury obraz, ale śledzi kursy walut i zauważył, że zarówno rosyjski rubel, jak i izraelski szekel zyskały w tym roku na wartości względem dolara. Sam obserwował, jak waluta supermocarstwa staje się bezwartościowa w czasie rzeczywistym. „Pomyśl o ubezpieczeniu na życie" — mówi. „Jeśli kupujesz dziś polisę na milion dolarów, myślisz, że to prawdziwe pieniądze. Ale za lata milion dolarów nie kupi ci nawet gumy do żucia."
Katz nie jest osamotniony w tej diagnozie. Ray Dalio, założyciel Bridgewater Associates i jeden z najuważniej obserwowanych inwestorów makro na świecie, od lat ostrzega przed tym, co nazywa „wielkim cyklem zadłużenia", argumentując w swojej książce z 2021 roku Principles for Dealing with the Changing World Order, że USA znajdują się w późnej fazie wzorca, który prześledził przez stulecia historii walut rezerwowych. „Postrzegam je jako część Wielkiego Cyklu, który powtarzał się wielokrotnie" — napisał Dalio na LinkedIn wcześniej w tym roku. „Dla mnie obserwowanie tego, co się dzieje, jest jak oglądanie filmu, który widziałem już wiele razy."
Niezależne badania potwierdzają tezę Katza i Dalio. Raport Henley Private Wealth Migration Report na 2025 rok wykazał rekordową liczbę 142 000 milionerów, którzy zmienili kraj zamieszkania w tym roku, z prognozą wzrostu do 165 000 w 2026 roku. Katz powiedział Fortune, co jego zdaniem uległo zmianie.
Przed COVID, jak mówi Katz, Amerykanie ledwo istnieli w branży imigracji inwestorskiej. Ale to się dramatycznie zmieniło.
„Tempo wzrostu zainteresowania z Ameryki Północnej jest najszybsze spośród wszystkich krajów na świecie" — mówi. „Przed COVID odsetek Amerykanów ubiegających się o drugie miejsce zamieszkania lub obywatelstwo był minimalny. Teraz rośnie o setki procent rocznie. Nastroje zaczynają się gdzieś kształtować — a potem z czasem przekształcają się w działanie. Widzimy to działanie teraz."
Dane z badania potwierdzają ten kierunek, nawet jeśli odzwierciedlają zamiary, a nie faktyczne ruchy. Czterdzieści dwa procent osób o wysokich dochodach oceniło gospodarkę USA jako słabą lub bardzo słabą. Troje na czworo wyraziło alarm w związku z wojną z Iranem. A preferencje dotyczące kierunków — 42% preferuje Europę, 18% Kanadę, 16% Karaiby — już się zmieniają w miarę ewolucji krajobrazu złotych wiz.
Katz był ostrożny wobec entuzjazmu do Europy. Sama UE jest „dysfunkcyjna", podczas gdy wiele europejskich gospodarek jest „w stanie chaosu, w poważnych tarapatach." Choć statystyki są sporne i Katz odnotował rozbieżne opinie na temat europejskiej a amerykańskiej produktywności i jakości życia, scharakteryzował większość zamożnych krajów europejskich jako „po prostu krwawiące pieniądzmi" i przewidywał, że jego klienci uświadomią sobie, że „Europa nie jest rozwiązaniem i będą szukać gdzie indziej." Portugalia zamknęła ścieżkę złotej wizy opartą na nieruchomościach mieszkalnych w 2024 roku. Hiszpania zaostrzyła swój program. Opcja włoska pozostaje, ale mapa jest w stanie flux.
Kolejną granicą, jak uważa, są Karaiby, a potencjalnie także Argentyna, która — jak mówi — opracowuje pierwszy program Citizenship by Investment w Ameryce Południowej, mający przyciągnąć znaczące zainteresowanie Amerykanów ze względu na strefę czasową, położenie geograficzne i reformy klimatu biznesowego. On sam mieszka na Antiguie, urodzony w USA i wychowany głównie w Montrealu, gdzie zaczął swoją przygodę z rodzącą się gospodarką imigracji inwestorskiej, gdy Hongkończycy szukali wyjścia, często do Vancouver.
Katz zbudował karierę, pomagając ludziom odtworzyć w pewnym stopniu tę samą opcjonalność, którą sam miał, przemieszczając się między krajami — wolność wynikającą z braku całkowitego uzależnienia od losu jednego kraju.
Stara się nie być apokaliptyczny wobec Ameryki. Nie przewiduje upadku. Przewiduje coś bardziej przyziemnego i w pewnym sensie bardziej podstępnego: powolną erozję zaufania wśród ludzi najbardziej zdolnych do głosowania nogami — i swoim kapitałem.
Katz działa w tej branży od 34 lat i często wraca myślami do czasu spędzonego w Moskwie na początku lat 90. — hiperinflacji, chaosu, supermocarstwa zniszczonego przez dług, którego nie mogło już udźwignąć. „W świecie może się zdarzyć wszystko."
Ten artykuł został pierwotnie opublikowany na Fortune.com


